Jądro ciemności - część trzecia
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Ludzie tam się prędko zbliżają - powiedziałem. - Znałem go o tyle, o ile człowiek może poznać drugiego człowieka.

- I podziwiał go pan - powiedziała. - Niepodobna było go znać i nie podziwiać, prawda?

- Był to wybitny człowiek - powiedziałem niepewnie. I zniewolony jej nieruchomym, wymownym wzrokiem, który zdawał się śledzić dalsze słowa na moich ustach, dodałem: - Niepodobna go było...

- Nie kochać - dokończyła żarliwie; oniemiałem z przerażenia. - Jaka to prawda! Jaka prawda! Ale niech pan pomyśli, że nikt go nie znał tak jak ja! Jego szlachetna dusza ufała mi bez granic. Ja go znałam najlepiej.

- Pani go znała najlepiej - powtórzyłem. I może tak było istotnie. Ale z każdym wymówionym słowem pokój się stawał ciemniejszy; tylko jej czoło, gładkie i białe, jaśniało niewygaszalnym światłem wiary i miłości.

- Pan był jego przyjacielem - ciągnęła. - Przyjacielem - powtórzyła trochę głośniej. - Pan musiał być jego przyjacielem, jeśli panu to powierzył, jeśli pana do mnie przysłał, czuję, że mogę z panem mówić - i - och, muszę z panem mówić! Chcę, aby pan, pan, który słyszał jego ostatnie słowa, wiedział, że byłam godna tego człowieka... To nie jest duma... Chociaż - tak! Jestem dumna z tej świadomości, że rozumiałam go lepiej niż ktokolwiek inny na ziemi - sam mi to powiedział. A odkąd jego matka umarła, nie mam nikogo, nikogo - aby... aby...

Słuchałem. Ciemność się pogłębiała. Nie byłem nawet pewien, czy Kurtz dał mi właściwą paczkę. Podejrzewam raczej, że chciał mi powierzyć inny plik papierów, które widziałem po jego śmierci w rękach dyrektora przeglądającego je pod lampą. A dziewczyna mówiła dalej, dając folgę swojemu bólowi, w przekonaniu, że jej współczuję; mówiła tak, jak człowiek spragniony pije. Wspominano mi, że jej rodzina sprzeciwiała się zaręczynom z Kurtzem. Nie był dość bogaty czy coś w tym rodzaju. I rzeczywiście nie jestem pewien, czy nie żył zawsze w niedostatku. Były pewne podstawy do przypuszczenia, że miał już dosyć tej względnej biedy i że właśnie to go tam wygnało.

- ...Czy można było nie stać się jego przyjacielem, jeśli go się choć raz słyszało - mówiła dalej. - Pociągał ludzi ku sobie tym, co w nich było najlepsze. - Patrzyła we mnie usilnie. - To właściwość ludzi wielkich - mówiła, a jej niskiemu głosowi zdawały się towarzyszyć wszystkie dźwięki, które słyszałem kiedyś, dźwięki pełne tajemnicy, rozpaczy i smutku - szmer rzeki, szum drzew miotanych wiatrem, pomruk tłumów, słaby dźwięk niezrozumiałych słów krzykniętych z oddali, szept głosu odzywającego się zza progu wieczystej ciemności. - Ale pan go słyszał! Pan wie! - zawołała.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Jądro ciemności - symboliczne znaczenie tytułu
2  Losy Marlowa
3  Charakterystyka Kurtza



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część trzecia







    Tagi: