Jądro ciemności - część druga
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Dwaj pielgrzymi sprzeczali się gorączkowym szeptem co do brzegu. - Na lewym. - Ależ nie, co pan znów! Na prawym, naturalnie, że na prawym. - Sytuacja jest bardzo poważna - rzekł za mną głos dyrektora. - Byłbym niepocieszony, gdyby coś miało się stać panu Kurtzowi, zanim dopłyniemy. - Spojrzałem na dyrektora i nie miałem najmniejszej wątpliwości, że mówi szczerze. Należał właśnie do tej kategorii ludzi, którym chodzi o zachowanie pozorów. To był jego hamulec. Ale gdy mruknął coś o tym, że trzeba ruszać natychmiast, nie zadałem sobie nawet trudu, aby mu odpowiedzieć. Wiedział, tak jak i ja, że to niemożliwe. Gdybyśmy podnieśli kotwicę, znaleźlibyśmy się dosłownie w powietrzu - w przestrzeni. Nie można by wówczas powiedzieć, dokąd płyniemy - w górę, w dół rzeki czy w poprzek, póki byśmy znów nie wpadli na jeden albo drugi brzeg - a i wtedy nie wiedzielibyśmy z początku, który. Oczywiście nie ruszyłem się z miejsca. Nie miałem ochoty rozwalać statku. Niepodobna było sobie wyobrazić gorszego miejsca w razie rozbicia. Nawet gdybyśmy nie zatonęli od razu, moglibyśmy być pewni, że zginiemy szybko w taki lub inny sposób. - Upoważniam pana do podjęcia wszelkiego ryzyka - powiedział po krótkim milczeniu. - A ja nie podejmę żadnego - odrzekłem krótko, co było właśnie odpowiedzią, której oczekiwał, choć mój ton może go zaskoczył. - Trudno, muszę się zdać na pański sąd. Pan jest kapitanem - powiedział z podkreśloną uprzejmością. Odwróciłem się do niego tyłem na znak szacunku i patrzyłem na mgłę. Jak długo będzie trwała? Był to widok wprost beznadziejny. Drogę do tego Kurtza - który rył za kością słoniową w tym przeklętym gąszczu - osaczały takie niebezpieczeństwa, jakby był zaczarowaną księżniczką śpiącą w zamku z bajki. - Czy napadną nas, jak pan myśli? - spytał poufnym tonem dyrektor.

Nie sądziłem, aby nas zaatakowali, dla różnych oczywistych powodów. Jednym z nich była gęsta mgła. Gdyby chcieli odbić od brzegu w czółnach, zagubiliby się we mgle, co by i nas spotkało, gdybyśmy usiłowali ruszyć z miejsca. Ale zdawało mi się także, iż dżungla na obu wybrzeżach jest absolutnie nie do przebycia - tymczasem tkwiły w niej oczy, oczy, które nas dostrzegły. Nadrzeczne zarośla były na pewno bardzo zwarte, jednak przez gąszcz za nimi można się było przedrzeć. Lecz nie dostrzegłem wcale czółen na rzece w czasie krótkotrwałego podniesienia się mgły - a w każdym razie nie widziałem ich obok parowca. Głównym jednak powodem, dla którego atak wydawał mi się niemożliwy, był rodzaj tej wrzawy - tych słyszanych przez nas krzyków. Nie miały charakteru srogiego, zwiastującego bezpośredni wrogi zamiar. Ów zgiełk, choć nieoczekiwany, dziki i gwałtowny, zostawił mi nieodparte wrażenie smutku. Widok parowca przejął z jakiejś przyczyny tych dzikich nieopanowanym bólem. Wykładałem dyrektorowi, że jeśli nam grozi niebezpieczeństwo, to tylko dlatego, że się ocieramy o jakąś wielką, rozpętaną ludzką namiętność. Niezmierna boleść może znaleźć w końcu ujście w gwałcie, ale zwykle przechodzi w apatię...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Etyka Conradowska
2  Charakterystyka Marlowa
3  Jądro ciemności - streszczenie



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część druga







    Tagi: