Jądro ciemności - część pierwsza
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Zobaczywszy mnie dyrektor zaczął natychmiast mówić. Moja podróż przeciągnęła się bardzo długo. Nie mógł już czekać. Musiał wyruszyć beze mnie. Trzeba było zluzować ludzi na stacjach położonych w górze rzeki. Tak długo się już zwlekało, że nie wiadomo, kto umarł, a kto żyje, jak tam sobie radzą - i tak dalej, i tak dalej. Nie zwracał uwagi na moje wyjaśnienia i bawiąc się laską wosku powtórzył kilka razy, że sytuacja jest bardzo poważna, bardzo poważna. Rozeszły się pogłoski, że mająca duże znaczenie stacja znajduje się w niebezpieczeństwie, a jej kierownik, pan Kurtz, leży chory. Dyrektor ma nadzieję, że to nieprawda. Pan Kurtz jest... Czułem się zmęczony i zirytowany. Do diabła z tym Kurtzem! Przerwałem oświadczając, że słyszałem już o panu Kurtzu na wybrzeżu. - Ach tak! więc mówią tam o nim - szepnął sam do siebie. - Po chwili milczenia ciągnął znów dalej, zapewniając mnie, że pan Kurtz jest najlepszym jego agentem, że jest to człowiek wyjątkowy, na którym towarzystwu jak najbardziej zależy; toteż rozumiem chyba jego niepokój - dyrektora. Jest «bardzo, ale to bardzo niespokojny». I rzeczywiście wiercił się wciąż na krześle wykrzykując: - Ach, pan Kurtz! - aż wreszcie laska wosku złamała mu się w rękach, co wprawiło go jakby w osłupienie. Następnie zażądał ode mnie informacji, ile czasu potrzeba, ażeby... Przerwałem mu znowu. Widzicie, byłem głodny, a że w dodatku nie proszono mnie, bym usiadł, więc zaczynałem się wściekać. - Skądże mam wiedzieć? - odpowiedziałem. - Jeszcze nawet nie zobaczyłem tego statku. Zapewne kilka miesięcy. - Cała ta gadanina wydawała mi się zupełnie jałowa. - Kilka miesięcy - powtórzył. - No dobrze, powiedzmy, trzy miesiące, zanim będziemy mogli wyruszyć. Tak. To powinno tę historię załatwić. - Wypadłem z jego chaty (mieszkał sam jeden w glinianej lepiance, przy której było coś w rodzaju werandy) mrucząc pod nosem, co o nim myślę. Gadatliwy idiota! Potem zmieniłem zdanie uprzytomniwszy sobie z zaskoczeniem, jak precyzyjnie obliczył czas potrzebny na tę «historię».

Następnego dnia wziąłem się do pracy, odwrócony, że tak powiem, tyłem do stacji. Wydało mi się, że jedynie w ten sposób pozostanę w kontakcie ze zbawiennymi faktami życia. Jednak trzeba było się czasem rozejrzeć i wówczas widziałem tę stację, tych ludzi wałęsających się bez celu po dziedzińcu w blasku słońca. Zapytywałem siebie niekiedy, co to wszystko ma znaczyć. Wędrowali tu i tam ze swymi idiotycznymi, długimi kijami w ręku jak banda niewierzących pielgrzymów, zaczarowanych w obrębie zbutwiałego płotu. Słowa «kość słoniowa» rozlegały się w powietrzu, rozchodziły się szeptem, ulatywały jak westchnienie. Można było pomyśleć, że się do nich modlą. Zaraza głupiej chciwości przenikała to wszystko jak trupi zapach. Na Jowisza, nie widziałem jeszcze nigdy w życiu czegoś równie nierealnego. A głucha dzicz otaczająca tę polankę uderzyła mnie jak jakaś niezwyciężona wielkość - zło czy prawda - czekająca cierpliwie na zniknięcie dziwacznej inwazji.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 - 


  Dowiedz się więcej
1  Problematyka Jądra ciemności
2  Jądro ciemności - cytaty
3  Charakterystyka Kurtza



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część pierwsza







    Tagi: