Jądro ciemności - część pierwsza - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Trzepnąłem mechanika w plecy wołając: - Dostaniemy nity! - Wygramolił się na nogi i krzyknął: - Nie, naprawdę! Nity! - Jakby nie chciał wierzyć własnym uszom. Potem dodał po cichu: - To pan... co? - Nie wiem, dlaczego zachowywaliśmy się jak wariaci. Przytknąłem palec do nosa kiwając tajemniczo głową. - Brawo! - zawołał i strzelił palcami, podniósłszy ramiona i jedną nogę. Spróbowałem zatańczyć dżiga. Wywijaliśmy po żelaznym pokładzie. Straszny tupot rozebrzmiał na statku i obił się o dziewiczy las po drugiej stronie zatoki, wracając na śpiącą stację w grzmiącym łoskocie. Niektórzy z pielgrzymów obudzili się pewnie w swych lepiankach. Jakaś ciemna postać zasłoniła oświetlone drzwi chaty dyrektora, po czym znikła; po sekundzie czy dwóch oświetlone drzwi znikły również. Uspokoiliśmy się, a cisza, odepchnięta naszym tupaniem, przypłynęła znów z głębi kraju. Wielki mur roślinny, bujny, pogmatwana masa pni, gałęzi, liści, konarów i girland, nieruchomych w świetle księżyca, była jak rozbuchane natarcie bezgłośnego życia, tocząca się fala roślin, spiętrzona, spieniona, gotowa runąć na zatokę i wymieść każdego z nas, drobnych człowieczków, poza obręb naszego mizernego życia. Fala stała bez ruchu. Z oddali doszedł nas zgłuszony wybuch potężnych plusków i parskań, jakby jaki ichtiozaurus kąpał się w blasku wielkiej rzeki. - Ostatecznie - powiedział kotlarz rozsądnym tonem - dlaczego byśmy nie mieli dostać nitów? - I rzeczywiście, dlaczego? Nie widziałem żadnej przeszkody. - Nadejdą za trzy tygodnie - zapewniłem.

Ale nie nadeszły. Zamiast nitów spadł na nas najazd, kara, dopust boży. A spadał stopniowo - oddziałami - w ciągu najbliższych trzech tygodni; przed każdym oddziałem stąpał osioł, na którym siedział biały w nowym ubraniu i ciemnożółtych trzewikach, kłaniając się z tego wzniesienia na prawo i lewo poruszonym pielgrzymom. Kłótliwa banda markotnych Negrów z obolałymi nogami postępowała za osłem; na dziedzińcu porozrzucano mnóstwo namiotów, polowych stołków, blaszanych pudeł, białych skrzynek i brunatnych pak, a atmosfera tajemniczości pogłębiła się jeszcze nad stacyjnym zamętem. Nadeszło pięć takich porcji wyglądających na oddziały uchodzące bezładnie z łupem po ograbieniu niezliczonych sklepów z odzieżą i żywnością; zdawało się, że wloką za sobą owe zdobycze z napadu, aby się sprawiedliwie podzielić w głuchej dziczy. Była to gmatwanina przedmiotów w gruncie rzeczy niewinnych, którym ludzka głupota nadała pozór złodziejskich łupów.

Owa zacna banda nazwała się Wyprawą Odkrywczą Eldorado; zdaje się, że jej członkowie zobowiązali się pod przysięgą do zachowania tajemnicy. Ale mowa ich była mową plugawych piratów: zuchwała bez dzielności, chciwa bez odwagi i okrutna bez męstwa; w całej tej sforze niepodobna się było dopatrzyć choćby śladu przezorności czy poważnego celu; zdawali się nie wiedzieć, że w ogólnym biegu rzeczy te cechy są potrzebne. Pragnieniem ich było wydrzeć skarby z wnętrzności tego kraju, a cel moralny przyświecał im nie bardziej niż złodziejom dobierającym się do kasy. Nie wiem, kto ponosił koszta tej szlachetnej wyprawy, ale wuj naszego dyrektora był jej kierownikiem.Wyglądem przypominał rzeźnika z ubogiej dzielnicy; w jego oczach malowała się senna przebiegłość. Obnosił ostentacyjnie na krótkich nogach swój tłusty brzuch, a przez cały czas pobytu jego bandy na stacji nie odzywał się do nikogo prócz swego siostrzeńca. Można było oglądać tę dwójkę wałęsającą się przez cały dzień; głowy ich stykały się prawie w ustawicznej gadaninie.

Przestałem się już kłopotać o nity. Zdolność człowieka do tego rodzaju manii bardziej jest ograniczona, niżby można było przypuszczać. Powiedziałem sobie: «pal licho!» - i machnąłem ręką. Miałem czasu w bród do rozpamiętywań, a niekiedy myślałem i o Kurtzu. Nie interesował mnie znów tak bardzo. Bynajmniej. Ale miałem ochotę się przekonać, czy ten człowiek, który wyruszył zaopatrzony w pewne moralne zasady, dostanie się w końcu na szczyt i jak tam sobie będzie poczynał.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Jądro ciemności - streszczenie
2  Kolonializm w „Jądrze ciemności”
3  Joseph Conrad - biografia



Komentarze: Jądro ciemności - część pierwsza

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: