Jądro ciemności - część trzecia
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Patrzyłem na niego, pogrążony w zdziwieniu. Oto stał przede mną pełen zapału, odziany w tę pstrokaciznę, jakby zbiegł z trupy aktorów - postać z bajki. Samo jego istnienie było nieprawdopodobne, niewytłumaczalne i wręcz oszałamiające. Stanowił nierozwiązalną zagadkę. Niepojęte było, jak mógł w ogóle istnieć, jak mu się udało dotrzeć tak daleko, jak zdołał przetrwać - dlaczego nie zniknął natychmiast. - Szedłem sobie trochę dalej - mówił - a potem jeszcze trochę dalej - aż wreszcie zaszedłem tak daleko, że nie wiem, jakim sposobem będę mógł kiedyś wrócić. Ale to nic. Czasu mam dosyć. Jakoś to będzie. Zabierajcie Kurtza prędko, prędko - już ja wam to mówię. - Czar młodości opromieniał jego różnokolorowe łachmany, jego nędzę, jego samotność i pustkę jego bezcelowych wędrówek. Przez miesiące, przez całe lata życie tego człowieka nie było warte i szeląga; a oto stał przede mną, pełen nieświadomej żywotności, odwagi i - rzekłbyś - niezniszczalny, jedynie przez swoją młodość i odruchowe męstwo. Ogarnęło mnie coś jak podziw, jak zazdrość. Czar gnał go naprzód - czar go ochraniał. Ów młodzik nie żądał z pewnością od dziczy nic prócz przestrzeni, aby móc oddychać i posuwać się naprzód. Potrzebą jego było istnieć i dążyć przed siebie z możliwie największym ryzykiem, wśród jak najcięższego niedostatku. Tym młodzieńcem pokrytym łatami władał absolutnie czysty, bezinteresowny i najmniej praktyczny z awanturniczych duchów, jakie kiedykolwiek rządziły ludzką istotą. Zazdrościłem mu prawie tego skromnego i jasnego płomienia. Zdawało się, że ów płomień pochłonął w nim tak doszczętnie każdą samolubną myśl, że nawet gdy słuchałem o jego przygodach, zapominałem, że to właśnie on - ten człowiek stojący przede mną - przeszedł wszystkie te rzeczy. Nie zazdrościłem mu jednak uwielbienia dla Kurtza. Wcale się nad nim nie zastanawiał. Przyszło do niego i przyjął je z pewnego rodzaju żarliwym fatalizmem. Muszę powiedzieć, że to uczucie wydało mi się największym chyba niebezpieczeństwem, jakie napotkał dotychczas.

Spotkanie tych ludzi było nieuniknione jak zetknięcie się dwóch bliskich okrętów złapanych przez ciszę, które ocierają się w końcu o siebie burta o burtę. Kurtz potrzebował widać słuchacza, bo wiem, że przy pewnej okazji rozmawiali przez całą noc, rozłożeni obozem w lesie; a właściwie pewnie sam Kurtz tylko mówił. - Rozmawialiśmy o wszystkim - rzekł jego wielbiciel, porwany tym wspomnieniem. - Zapomniałem, że sen w ogóle istnieje. Miałem wrażenie, że ta noc nie trwała i godziny. O wszystkim! O wszystkim!... A także i o miłości. - Ach, więc mówił z panem o miłości! - powiedziałem bardzo tym ubawiony. - Nie tak, jak pan myśli! - wykrzyknął prawie namiętnie. - Mówił o miłości w ogóle. Odsłonił przede mną takie rzeczy - takie rzeczy...

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Charakterystyka Kurtza
2  Charakterystyka pozostałych bohaterów „Jądra ciemności”
3  Charakterystyka Marlowa



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część trzecia




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: