Jądro ciemności - część trzecia
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Oznajmił mi na to w sposób bardzo formalny, że gdybyśmy nie należeli do «tego samego zawodu», byłby zachował tę całą sprawę dla siebie bez względu na konsekwencje. Podejrzewa, że ci biali żywią w stosunku do niego jakieś złe zamiary... - Ma pan słuszność - powiedziałem, przypominając sobie pewną rozmowę, którą dawniej słyszałem. - Dyrektor uważa, że powinno się pana powiesić. - Zaniepokoiła go ta wiadomość, co mnie z początku ubawiło. - Lepiej zejść im spokojnie z drogi - powiedział z powagą. - Teraz nic już zrobić dla Kurtza nie mogę, a oni by znaleźli jakiś pretekst. Cóż ich może powstrzymać? Placówka wojskowa jest stąd o trzysta mil. - No, to doprawdy - powiedziałem - może lepiej, żeby pan nas opuścił, jeśli pan ma przyjaciół wśród dzikich z tej okolicy. - Bardzo wielu - odpowiedział. - To prości ludzie - a pan wie, że ja nic nie potrzebuję. - Stał, gryząc wargi, i dodał: - Nie chciałbym, aby coś złego spotkało tutaj tych białych, ale myślałem naturalnie przede wszystkim o dobrej sławie pana Kurtza, przy tym pan jest kolegą marynarzem i... - Dobrze - powiedziałem po chwili. - Dobrej sławie pana Kurtza nie grozi z mojej strony żadne niebezpieczeństwo. - Nie wiedziałem, jak dalece moje słowa były prawdziwe.

Zniżywszy głos poinformował mnie, że to Kurtz kazał zaatakować parowiec. - On czasem nie cierpiał myśli, że mogą go zabrać, a potem znów... Ale ja tych spraw nie rozumiem. Jestem prostym człowiekiem. Pan Kurtz przypuszczał, że ten napad was odstraszy, że dacie spokój temu wszystkiemu, myśląc, iż on nie żyje. Nie mogłem go powstrzymać. Och, ten ostatni miesiąc był dla mnie okropny. - Aha - powiedziałem. - Ale teraz już z nim jest lepiej. - Ta-a-a-k - odparł, widać nie bardzo o tym przekonany. - Dziękuję - powiedziałem - będę miał oczy otwarte. - Ale dyskretnie, prawda? - nalegał z niepokojem. - Byłoby zgubne dla jego opinii, gdyby ktoś z tutaj obecnych... - Obiecałem mu bardzo poważnie zupełną dyskrecję. - Mam tu czółno i trzech czarnych, którzy czekają nie bardzo daleko. No, już mnie nie ma. Nie mógłby mi pan dać trochę naboi Martini-Henry?

Mogłem to zrobić i zrobiłem w należytej tajemnicy. Mrugnął na mnie porozumiewawczo i wziął sobie garść mego tytoniu. - Między marynarzami, pan rozumie, dobry angielski tytoń... - Odwrócił się jeszcze od progu sterówki: - Proszę pana, czy pan nie ma pary zbywających trzewików? - Podniósł nogę. - Niech pan patrzy. - Podeszwy były przywiązane sznurkami jak sandały do bosych nóg. Wygrzebałem jakąś starą parę, na którą spojrzał z podziwem, nim ją wetknął pod lewe ramię. Jedna z jego kieszeni (jasnoczerwona) była wypchana nabojami, z drugiej (ciemnoniebieskiej) sterczały Towsona Badania dotyczące itd. Zdawał się uważać siebie za świetnie wyekwipowanego na nową walkę z dziczą. - Ach! Nigdy, nigdy już takiego człowieka nie spotkam. Szkoda, że go pan nie słyszał deklamującego poezje, i to jego własne, powiedział mi to. Poezje! - Przewrócił oczami na wspomnienie owych rozkoszy. - Jak ten człowiek rozszerzył mój horyzont! - Do widzenia panu - powiedziałem. Uścisnął mi rękę i znikł wśród nocy. Zapytuję siebie czasami, czy go rzeczywiście widziałem, czy spotkanie z takim fenomenem było istotnie możliwe!...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Joseph Conrad - biografia
2  Losy Marlowa
3  Symbole w „Jądrze ciemności”



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część trzecia







    Tagi: