Jądro ciemności - część trzecia
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Miałem olbrzymie plany - mruknął niepewnie. - Tak - powiedziałem - ale jeśli pan zacznie wołać, rozwalę panu głowę... - W pobliżu nie było nawet kija ani kamienia. - Zaduszę pana - poprawiłem się. - Byłem już u progu wielkich rzeczy - błagał głosem pełnym takiej tęsknoty, że krew zlodowaciała mi w żyłach - a teraz przez tego głupiego łotra... - Pańskie powodzenie w Europie jest w każdym razie zapewnione - powiedziałem spokojnie. Nie miałem najmniejszej ochoty go dusić, jak rozumiecie - przy tym przyniosłoby to zaiste bardzo małą korzyść realną. Usiłowałem rozproszyć czar - ciężki, niemy czar dziczy - który zdawał się przyciągać Kurtza do bezlitosnej piersi, budząc w nim zapomniane i brutalne instynkty, pojąc go wspomnieniami zaspokojonych, potwornych namiętności. Byłem przekonany, że to go jedynie gnało ku skrajowi lasu, ku puszczy, w stronę blasku ognisk, dudnienia bębnów, niesamowitych zaklęć; tylko to znęciło jego pozbawioną hamulców duszę poza granice dozwolonych dążeń. I uważacie, groza położenia nie na tym polegała, że można było w łeb dostać - chociaż czułem bardzo żywo i to niebezpieczeństwo - ale na tym, że miałem do czynienia z istotą, do której nie mogłem przemówić w imię niczego na ziemi - wzniosłego czy też niskiego. Musiałem, zupełnie tak jak Murzyni, zaklinać go - na niego samego - na jego własny, ostateczny, niewiarygodny upadek. Nie istniało dla niego nic nad nim ani też pod nim i ja o tym wiedziałem. Kopnął ziemię i oderwał się od niej. Do licha z tym człowiekiem. Nawet ziemia rozpadła się od jego kopnięcia. Był sam, a ja, stojąc przed nim, nie wiedziałem, czy jestem na ziemi, czy też pływam w powietrzu. Powiedziałem wam, cośmy mówili - powtórzyłem wam zdania, któreśmy zamienili - lecz po co? Były to pospolite codzienne słowa, znane, niejasne dźwięki, które wymieniamy każdego powszedniego dnia w życiu. Ale cóż z tego? Tkwiła w nich - ja to czułem - straszliwa sugestywność słów słyszanych we śnie, zdań wypowiadanych w nocnych koszmarach. Dusza! Jeśli kto walczył kiedy z duszą, to ja walczyłem. A przy tym nie miałem do czynienia z szaleńcem. Możecie mi wierzyć lub nie, ale umysł Kurtza był zupełnie jasny - wprawdzie skupiony na własnych sprawach ze straszliwą intensywnością, lecz jasny; i w tym jedynie leżała moja ucieczka - wyjąwszy oczywiście możliwość zabicia go na miejscu, co nie było celowe ze względu na nieunikniony hałas. Natomiast jego dusza była obłąkana. Znalazłszy się w samotności wśród dziczy, zajrzała w głąb samej siebie i przebóg! mówię wam, że oszalała. Sądzę, że za swoje grzechy musiałem przejść przez tę próbę i zajrzeć Kurtzowi do duszy. Niczyja wymowa nie mogłaby być tak niszcząca dla wiary człowieka w Ludzkość, jak ostatni wybuch jego szczerości. A walczył także i ze sobą. Widziałem to - słyszałem. Widziałem niepojętą tajemnicę duszy, która nie zna żadnego hamulca, żadnej wiary, żadnego lęku, a jednak walczy na oślep sama z sobą. Panowałem nieźle nad swymi nerwami, lecz gdy doprowadziłem wreszcie do tego, że Kurtz legł na tapczanie, obtarłem sobie czoło, a nogi się trzęsły pode mną, jakbym zszedł z tego wzgórza dźwigając z pół tony na grzbiecie. A tymczasem tylko go podtrzymywałem; kościste ramię obejmowało mi szyję - niewiele był cięższy od dziecka.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Jądro ciemności - streszczenie
2  Joseph Conrad - biografia
3  Kolonializm w „Jądrze ciemności”



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część trzecia







    Tagi: