Jądro ciemności - część trzecia
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Stanąwszy na brzegu zobaczyłem natychmiast ślad - szeroki ślad na trawie. Pamiętam uczucie tryumfu, z jakim powiedziałem do siebie: «Nie może chodzić - pełza na czworakach - mam go». Trawa była mokra od rosy. Szedłem szybko wielkimi krokami, zacisnąwszy pięści. Majaczyło mi się - tak mi się zdaje - że wpadnę na niego i porządnie wygarbuję mu skórę. Zresztą nie wiem. Przychodziły mi do głowy różne głupie myśli. Stara kobieta z kotem robiąca coś na drutach prześladowała moją pamięć, jako najmniej odpowiednia do tego, by tkwić u drugiego końca podobnej historii. Widziałem także szereg pielgrzymów, strzykających ołowiem w powietrze ze strzelb trzymanych u biodra. Przyszło mi na myśl, że nigdy nie wrócę już na parowiec, i wyobraziłem sobie, iż będę żył samotnie w puszczy - bez żadnej broni - aż do podeszłego wieku. No, wiecie, takie różne głupstwa. I pamiętam, że bicie w bęben mieszało się z biciem mojego serca i że cieszył mnie jego spokojny rytm.

Trzymałem się wciąż śladu - potem przystanąłem, by nasłuchiwać. Noc była bardzo jasna, ciemnobłękitna przestrzeń iskrzyła się od rosy i gwiazd; czarne kształty stały w niej bardzo spokojnie. Wydawało mi się, że dostrzegam, jakby coś się ruszało przede mną. Dziwnie byłem pewien wszystkiego tej nocy. Rzuciłem po prostu ślad i pobiegłem szerokim półkolem (zdaje mi się doprawdy, że po drodze chichotałem do siebie), aby zabiec drogę temu czemuś, co się ruszało czy posuwało - jeśli tam coś istotnie dostrzegłem. Podchodziłem Kurtza, jakby to była chłopięca zabawa.

Dopadłem go i gdyby nie usłyszał, że się zbliżam, byłbym się przewrócił o niego, ale podniósł się w porę. Dźwignął się niepewnie, długi, blady, niewyraźny jak opar wyzionięty przez ziemie, i chwiał się z lekka przede mną, mglisty i milczący; z tyłu za moimi plecami ognie majaczyły wysoko wśród drzew, a gwar licznych głosów szedł z lasu. Zabiegłem mu zręcznie drogę, ale gdy już przed nim stanąłem, wydało mi się, że odzyskuję przytomność: ujrzałem niebezpieczeństwo w całej jego grozie. Nie minęło jeszcze bynajmniej. Gdyby tak zaczął wołać? Choć ledwie mógł się utrzymać na nogach, w jego głosie było jeszcze wciąż dużo siły. - Niech pan odejdzie... niech pan się schowa - powiedział swoim zwykłym, głębokim głosem. To było bardzo straszne. Obejrzałem się. Znajdowaliśmy się o trzydzieści jardów od najbliższego ogniska. Czarna postać podniosła się i wielkim krokiem przeszła na długich nogach przez jasność padającą od ognia, machając długimi, czarnymi ramionami. Miała na głowie rogi - zdaje mi się, że antylopie. Był to z pewnością jakiś czarownik, jakiś zaklinacz; dość szatańsko na to wyglądał. - Czy pan wie, co pan robi? - szepnąłem. - Doskonale - odrzekł podnosząc głos, aby wymówić to jedno słowo; zabrzmiało mi w uszach, niby dalekie, a jednak głośne. Miałem wrażenie, że Kurtz woła do mnie przez tubę. «Jeżeli zrobi awanturę, jesteśmy zgubieni» - pomyślałem. Nie była to oczywiście okazja do walki na pięści, nie mówiąc już nawet o tym, że czułem bardzo naturalny wstręt do bójki z tym Cieniem - z tą wędrującą i udręczoną istotą. - Pan się zgubi - powiedziałem - zgubi się pan bezpowrotnie. - Czasem, wiecie, oświeci człowieka taki błysk natchnienia. Powiedziałem właśnie to, co należało powiedzieć, choć Kurtz nie mógł zaiste być bardziej nieodwołalnie zgubiony niż właśnie w owej chwili, gdy powstawała nasza zażyłość, która miała trwać i trwać... aż do końca... a nawet jeszcze dłużej.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Losy Marlowa
2  Problematyka Jądra ciemności
3  Jądro ciemności - symboliczne znaczenie tytułu



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część trzecia







    Tagi: