Jądro ciemności - część druga
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Trzeba wam było widzieć, jak pielgrzymi wytrzeszczali na mnie oczy! Byli zbyt przygnębieni, aby się skrzywić lub mnie zwymyślać, ale myśleli pewnie, że oszalałem - prawdopodobnie ze strachu. Wygłosiłem prawdziwy odczyt. Moi kochani - nie warto się było fatygować. Trwać w pogotowiu? No, domyślacie się chyba, że wypatrywałem podniesienia się mgły jak kot myszy; cóż, kiedy oczy nie na wiele się mogły przydać, bo byliśmy jak gdyby zagrzebani głęboko w stosie waty. I czuło się tę mgłę jak watę - duszną, ciepłą, dławiącą. Zresztą moje poglądy - choć na pozór przesadne - okazały się zupełnie zgodne z rzeczywistością. To, o czym mówiliśmy później jako o ataku, było w istocie próbą odparcia nas. Akcja dzikich nie była bynajmniej agresywna ani nawet defensywna w zwykłym tego słowa znaczeniu; została podjęta pod wpływem rozpaczy, i w gruncie rzeczy była na wskroś ochronna.

Rozpoczęła się w jakieś dwie godziny po podniesieniu się mgły, w miejscu oddalonym mniej więcej o półtorej mili od stacji Kurtza. Wlekliśmy się właśnie po wodzie usiłując okrążyć zakręt, gdy zobaczyłem wysepkę, taki zwykły, pokryty trawą jasnozielony kopiec na środku rzeki. Poza tym nic na rzece nie było, ale gdyśmy posunęli się dalej, spostrzegłem, że to początek długiej piaszczystej mielizny, a raczej łańcucha płycizn ciągnących się przez środek koryta. Zanurzone w wodzie, bezbarwne, leżały tuż pod powierzchnią, zupełnie jak kręgosłup człowieka biegnący środkiem pleców pod skórą. Otóż jak mi się zdawało, mogłem wyminąć tę mieliznę na prawo albo na lewo. Nie znałem, oczywiście, żadnego z obu przesmyków. Brzegi wyglądały mniej więcej jednakowo, głębokość wody również, ale ponieważ uprzedzono mnie, że stacja leży na brzegu zachodnim, skierowałem się oczywiście ku zachodniemu przejściu.

Zaledwieśmy w nie wpłynęli, zdałem sobie sprawę, że jest znacznie ciaśniejsze, niż przypuszczałem. Na lewo od nas ciągnęła się długa, nieprzerwana mielizna, a na prawo wysoki, stromy brzeg zarośnięty gęsto krzewami. Nad gąszczem tkwiły drzewa w zwartych rzędach. Gałęzie zwisały gęsto z brzegu, a gdzieniegdzie sterczał sztywno nad rzeką jakiś wielki konar. Nadchodził wieczór, oblicze lasu było posępne; szeroki pas cienia leżał już na wodzie. Posuwaliśmy się tym cieniem w górę rzeki - bardzo powoli, jak sobie możecie wyobrazić. Trzymałem statek przy brzegu, ponieważ woda tam była najgłębsza, jak wskazywała tyka do sondowania.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Narracja Jądra ciemności
2  Charakterystyka Kurtza
3  Kolonializm w „Jądrze ciemności”



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część druga







    Tagi: