Jądro ciemności - część druga
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Kiedy dyrektor z eskortą pielgrzymów uzbrojonych po zęby udał się do stacyjnego budynku, facet przyszedł na pokład. Powiedziałem do niego: - Wie pan, to mi się nie podoba. Dzicy siedzą tam w gąszczu. - Zapewnił mnie poważnie, że wszystko jest w porządku. - To prości ludzie - dodał. - No, cieszę się, żeście dopłynęli. Przez cały ten czas byłem zajęty tylko tym, aby ich utrzymać z daleka. - Ależ pan powiedział, że wszystko jest w porządku! - zawołałem. - Ach, oni nie mieli żadnych złych zamiarów - powiedział i poprawił się, widząc, że się w niego wpatruję: W gruncie rzeczy nie mieli złych zamiarów. - Potem oświadczył żywo: - Słowo daję, wasz domek pilota potrzebuje na gwałt wyczyszczenia. - W następnej sekundzie poradził mi, aby zostawić dość pary w kotle dla uruchomienia gwizdawki w razie jakiej biedy. - Jeden porządny gwizd więcej wam pomoże niż wszystkie wasze strzelby. To prości ludzie - powtórzył. Mełł wciąż językiem w takim tempie, że zupełnie mnie oszołomił. Zdawało się, że chce sobie powetować długie okresy milczenia, i rzeczywiście przyznał się do tego ze śmiechem. - A z panem Kurtzem pan nie rozmawia? - powiedziałem. - Z tym człowiekiem się nie rozmawia, jego się słucha! - wykrzyknął z surową egzaltacją. - Tylko że teraz... - Machnął ręką i w mgnieniu oka pogrążył się w bezdennym przygnębieniu. Po upływie sekundy otrząsnął się z niego w podskoku, porwał mnie za obie ręce i potrząsał nimi czas dłuższy, bąkając: - Kolega marynarz... zaszczyt... przyjemność... rozkosz... przedstawić się... Rosjanin... syn archijereja... gubernia tambowska... Co? Tytoń? Angielski tytoń; świetny tytoń angielski! Doprawdy, to po bratersku. - Czy pali? Gdzieżby marynarz nie palił? Fajka wpłynęła na niego kojąco; stopniowo dowiedziałem się, że uciekł ze szkół i dostał się na morze na rosyjskim statku; potem uciekł znów i służył czas pewien na statkach angielskich; był już teraz w zgodzie z archijerejem. Kładł na to nacisk. - Ale kiedy się jest młodym, trzeba zobaczyć różne rzeczy, zdobyć doświadczenie, zapoznać się z różnymi poglądami, rozszerzyć swój widnokrąg. - Tutaj? - przerwałem. - Tego nigdy nie można przewidzieć! Tutaj spotkałem pana Kurtza - rzekł w młodzieńczym porywie tonem uroczystym i pełnym wyrzutu. Odtąd trzymałem już język za zębami. Okazało się, że namówił zarząd jakiegoś holenderskiego domu handlowego z wybrzeża, aby go zaopatrzono w zapasy i towary, po czym wyruszył z lekkim sercem w głąb kraju, mając wprost dziecinne wyobrażenie o tym, co go czeka. Wędrował w pobliżu tej rzeki już prawie dwa lata, samotny, odcięty od wszystkich i od wszystkiego. - Nie jestem taki młody, na jakiego wyglądam. Mam już dwadzieścia pięć lat - powiedział. - Stary van Shuyten posyłał mnie z początku do wszystkich diabłów - rozpowiadał z wielkim ożywieniem - ale uczepiłem się go i póty gadałem i gadałem, aż wreszcie zaczął się bać, że wygadam mu dziurę w brzuchu, no i dał mi trochę tanich towarów oraz parę strzelb i powiedział, że ma nadzieję nigdy już mojej twarzy nie oglądać. To zacny stary Holender, ten van Shuyten. Posłałem mu przed rokiem małą partię kości słoniowej, więc nie będzie mógł nazwać mnie złodziejem, gdy wrócę. Mam nadzieję, że dostał. O resztę nie dbam. Urąbałem dla was trochę drzewa. Tam był mój dawny dom. Widział go pan?

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Losy Marlowa
2  Charakterystyka Marlowa
3  Kolonializm w „Jądrze ciemności”



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część druga







    Tagi: