Jądro ciemności - część druga
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Dyrektor stał obok koła i szeptał do mnie poufnie, że w każdym razie trzeba koniecznie popłynąć dobry kawał w dół rzeki, zanim się ściemni, gdy wtem spostrzegłem w oddali polankę na wybrzeżu i zarysy jakiegoś budynku. - Co to takiego? - spytałem. Klasnął w ręce ze zdziwienia. - Stacja! - wykrzyknął. Skręciłem od razu ku brzegowi płynąc połową szybkości.

Zobaczyłem przez szkła stok pagórka i z rzadka po nim rozsiane drzewa bez żadnego podszycia. Długa, chyląca się do upadku budowla na szczycie wzgórza nurzała się do połowy w wysokiej trawie; wielkie dziury na stromym dachu ziały czernią z oddali; tło stanowiły lasy i dżungla. Nie dostrzegłem ogrodzenia ani żadnego płotu; ale, widać, poprzednio stało tam coś w tym rodzaju, bo blisko domu tkwiło rzędem pół tuzina wysmukłych, z gruba ciosanych pali, o końcach ozdobionych okrągłymi, rzeźbionymi kulami. Znikła spomiędzy tych słupów bariera czy cokolwiek tam było innego. Las otaczał naturalnie to wszystko. Brzeg był pusty, a tuż nad wodą zobaczyłem białego pod kapeluszem wielkości koła od wozu; człowiek ów kiwał na nas wytrwale ręką. Przypatrując się skrajowi lasu w górze i w dole, byłem prawie pewien, że widzę tam jakiś ruch - ludzkie kształty przesuwające się gdzieniegdzie. Przepłynąłem przezornie obok stacji, po czym zatrzymałem maszyny i pozwoliłem statkowi dryfować w dół. Człowiek na brzegu zaczął wołać nastając, abyśmy wylądowali.

- Napadli nas! - krzyknął dyrektor.

- Wiem, wiem. W porządku - odkrzyknął tamten wesoło jakby nigdy nic. - Proszę tutaj. Wszystko w porządku. Bardzo się cieszę.

Wygląd jego przypominał mi coś znanego - śmiesznego - co już kiedyś widziałem. Manewrowałem, aby przybić do brzegu, pytając sam siebie: «Do czego ten człowiek jest podobny?» Nagle błysnęło mi w głowie: wyglądał jak arlekin. Miał na sobie ubranie z jakiegoś materiału, prawdopodobnie z brązowego płótna, które całe było pokryte łatami, jasnymi łatami, niebieskimi, czerwonymi i żółtymi - łaty na plecach, łaty na przodzie; łaty na łokciach, na kolanach; barwna lamówka u kurtki, szkarłatna naszywka u końca spodni; w blasku słońca wyglądał w tym niezmiernie wesoło, a przy tym dziwnie schludnie, gdyż było widać, jak pięknie te wszystkie łaty są zrobione. Chłopięca twarz bez zarostu o bardzo jasnej cerze, rysy bynajmniej nie wybitne, łuszczący się nos, małe niebieskie oczka; a na tej szczerej fizjonomii śmiech i posępność goniące się nawzajem jak blaski i cienie po równinie zamiatanej przez wicher. - Niech pan uważa, panie kapitanie! - krzyknął - tu tkwi pień od wczorajszego wieczoru. - Co takiego? Jeszcze jeden pień? Wyznaję, że zakląłem haniebnie. O mały włos nie wybiłem dziury w moim kalece na zakończenie tej uroczej podróży. Arlekin na wybrzeżu podniósł ku mnie swój mały mopsi nosek. - Pan jest Anglikiem? - zapytał, cały w uśmiechach. - A pan? - zawołałem od koła. - Uśmiech znikł z jego twarzy; zaprzeczył głową, jakby się martwił moim rozczarowaniem. Potem się wnet rozweselił. - To nic! - krzyknął zachęcająco. - Czyśmy zdążyli? - zapytałem. - On jest tam na górze - odparł, kiwnąwszy głową w stronę pagórka, i nagle sposępniał. Twarz jego była podobna do jesiennego nieba, chmurna i rozjaśniona na przemian.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 - 


  Dowiedz się więcej
1  Jądro ciemności - plan wydarzeń
2  Charakterystyka Marlowa
3  Problematyka Jądra ciemności



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część druga







    Tagi: