Jądro ciemności - część pierwsza
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Poza tym wszystko na stacji było w nieładzie - głowy, rzeczy, budynki. Długie sznury pokrytych kurzem Murzynów o płaskich stopach przybywały i odchodziły; potok wszelakiej manufaktury, lichych perkali, paciorków i miedzianego drutu odpływał w głąb ciemności, skąd sączyła się w zamian drogocenna kość słoniowa.

Musiałem czekać na stacji przez dziesięć dni - całą wieczność. Mieszkałem w chacie na dziedzińcu, ale żeby się wyrwać czasem z tego chaosu, zawadzałem o biuro buchaltera. Zbudowane było z poziomych desek tak licho dopasowanych, że kiedy księgowy pochylał się nad swoim wysokim biurkiem, poprzekreślany był od stóp do głów wąskimi paskami światła. W pokoju było jasno bez otwierania wielkiej okiennicy. Przy tym panował tam upał; wielkie muchy brzęczały szatańsko i nie kłuły, lecz raniły. Siadywałem zwykle na podłodze, podczas gdy buchalter o nieskazitelnej powierzchowności (nieco nawet uperfumowany) sterczał na wysokim stołku i pisał, pisał. Czasem wstawał, aby rozprostować kości. Kiedy wtaczano łóżko na kółkach z chorym (jakimś agentem, który zasłabł w górnych okolicach rzeki), przejawiał lekkie rozdrażnienie. - Jęki chorego - mówił - rozpraszają moją uwagę. A bez tego niezmiernie jest trudno ustrzec się błędów rachunkowych w tym klimacie.

Pewnego dnia zauważył nie podnosząc głowy: - Tam w głębi kraju spotka się pan z pewnością z panem Kurtzem - Gdy zapytałem, kim jest pan Kurtz, odpowiedział, że to jeden z głównych agentów, spostrzegłszy, iż mnie ta informacja rozczarowała, dodał powoli, odkładając pióro:- Bardzo wybitny człowiek. - Dowiedziałem się dalej od niego, że pan Kurtz jest kierownikiem handlowej stacji, bardzo ważnej stacji, we właściwym kraju kości słoniowej, w samym centrum. Przysyła tyle kości słoniowej co wszyscy inni razem wzięci... Zaczął znów pisać. Z chorym było tak źle, że nawet nie jęczał. Muchy bzykały wśród wielkiego spokoju.

Nagle usłyszałem wzrastający gwar i głośny tupot kroków. Przybyła karawana. Gwałtowny bełkot złożony z dziwacznych dźwięków wybuchnął po drugiej stronie desek. Wszyscy tragarze mówili jednocześnie, a wśród tego hałasu rozległ się żałosny głos głównego agenta, który wołał po raz dwudziesty tego dnia, że ma już tego dosyć... Wstał powoli z krzesła. - Cóż to za okropny hałas - powiedział. Przeszedł po cichu przez pokój, aby spojrzeć na chorego, i odezwał się do mnie wracając: - On nie słyszy. - Jak to, umarł? - spytałem przestraszony. - Nie, jeszcze nie - odpowiedział z wielkim spokojem. Potem dodał kiwnąwszy głową w stronę zgiełku na dziedzińcu: - Kiedy człowiek musi wciągać, jak się należy, pozycje, zaczyna czuć do tych dzikich nienawiść - śmiertelną nienawiść. - Zamyślił się chwilę. - Jak pan zobaczy pana Kurtza - ciągnął dalej - niech mu pan powie ode mnie, że wszystko tutaj - spojrzał na biurko - jest w zupełnym porządku. Nie lubię pisać do niego, z tymi naszymi posłańcami nie wiadomo nigdy, do czyich rąk list może się dostać tam, na tej Stacji Centralnej. - Patrzył we mnie przez chwilę łagodnymi, wypukłymi oczyma. - O, ten to zajdzie daleko, bardzo daleko - zaczął znów. - Zajmie wkrótce ważne stanowisko w administracji. Postanowili tak ci u góry, Rada w Europie, rozumie pan.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 - 


  Dowiedz się więcej
1  Symbole w „Jądrze ciemności”
2  Kolonializm w „Jądrze ciemności”
3  Charakterystyka Marlowa



Komentarze
artykuł / utwór: Jądro ciemności - część pierwsza







    Tagi: